Dlaczego powinieneś zacząć biegać (teraz, dziś)

Tak się jakoś składa, że kiedy rozmawiam ze znajomymi, wydaje im się, że wiem coś na temat biegania. Część osób nawet gdy dzwoni do mnie (a ja jakimś cudem odbieram) to pierwsze o co pyta, to:

Biegasz?

Tak Stary, dokładnie w tym momencie. A to echo, które słyszysz w tle to wcale nie dlatego, że siedzę akurat na …, ja po prostu biegnę w tunelu.

Chyba z tego samego powodu, zdarza mi się słyszeć od rozmówców jakże często, do znudzenia powtarzane wręcz zdanie:

Wiesz, ja też chcę zacząć biegać, ALE…

I tu następuje dłuższa lub nieco krótsza litania wymówek. Nie będę ich teraz przytaczał, bo to temat na osobny artykuł. Dziś mam dla was coś zupełnie innego. Oto..

10 powodów dla których warto zacząć biegać. Dziś.

Nie ma ALE. nie ma gadania, że zaczynacie od przyszłego miesiąca/poniedziałku/fazy księżyca. Zaczynacie dziś, bo:

Po pierwsze: Jutro zawsze będzie jutro.

Już miałaś zakładać buty na nogi, ale właśnie przypomniałaś sobie o czymś niesamowicie ważnym? Olej to, to nie jest tak ważne jak myślałaś.

„Dwa pensy tygodniowo i dżem co drugi dzień. – Alicja odpowiedziała, nie mogąc powstrzymać śmiechu: – Ja wcale nie szukam pracy – i nie lubię dżemu. – To bardzo dobry dżem – rzekła Królowa. – W każdym razie dziś nie mam na niego ochoty. – Dzisiaj nie dostałabyś go, choćbyś i chciała – odrzekła Królowa. – Zasada jest taka, że jutro będzie dżem i wczoraj był dżem, ale nigdy dzisiaj. – Musi czasem wypadać, że dżem jest dzisiaj – zaprotestowała Alicja. – Nawet nie mogłoby – odparła Królowa. – Dżem jest co drugi dzień, a dziś nie jest co drugi dzień, prawda?”

(Przygody Alicji w Krainie Czarów, Jonatan Carroll)

Jeśli odłożysz bieganie na jutro, to bardziej niż pewne, że gdy już miną 24 godziny – Ty znowu będziesz mieć coś lepszego do roboty. Bo jutro zawsze jest jutro, nigdy dziś. A przecież szybka przebieżka zajmie ci nie więcej niż ten odcinek serialu, który właśnie masz zamiar obejrzeć. To przecież to takie ważne..

Po drugie: Nowi (seksowni) znajomi.

Znasz to stwierdzenie, że po skończeniu nauki poznanie nowych ludzi graniczy z cudem? Zgadzasz się z tym? To chyba nigdy nie byłeś na żadnej biegowej imprezie. Kobiety, mężczyźni, starsi, młodsi i na dodatek – wszyscy z tą samą pasją co ty. Nieźle, nie? Spróbuj znaleźć inne takie miejsce gdzie wszyscy przyszli dokładnie w tym samym celu. W końcu nie musisz się głowić, czym interesuje się ta dziewczyna, która stoi obok. Nadal się zastanawiasz? podpowiem – BIEGANIEM DURNIU!

Po trzecie: Głowę warto czasem przewietrzyć.

Problemy w pracy, szkole, domu, w rodzinie, związku. Problemów jest tyle, że gdy tylko próbujesz odpocząć, na chwile spokojnie usiądziesz lub wreszcie położysz się do łóżka zaraz wyskakują zza rogu umysłu i męczą, mączą, męczą…  Ale to wszystko znika gdy zaczynasz biec.

go_run_szczecinbiega

Wtedy liczy się już tylko oddech, twoje nogi, kolejne kroki i to, gdzie zaraz skręcisz – na drogę powrotną w kierunku domu, czy może… w drugą stronę, dokręcić jeszcze trzy kilometry ekstra?

Po czwarte: Lepsza kondycja, lepsza koordynacja, lepsza sylwetka, lepszy seks.

Ok, ok. Wiem, że kiedy ostatni raz próbowałaś biegać, to płuca wyplułaś już po 100 metrach truchtu, a sama bardziej przypominałaś wieloryba wyrzuconego przez sztorm na plażę i miotającego się bezradnie bez wody niż rączą gazelę. Nie pocieszę cię – za drugim razem będzie tylko minimalnie lepiej. Ale za piątym, dziesiątym albo czterdziestym? To już będzie bajka. No, może nie poziom igrzysk olimpijskich, ale jak na razie jesteś wielorybem miotającym się na piasku, pamiętasz? Bieganie pozwoli poprawić twoją kondycję, sylwetkę…  A lepszy seks? Sport uczy lepiej panować nad ciałem, poza tym – skoro masz siłę dłużej biegać, to inne rzeczy chyba też możesz robić dłużej…

Po piąte: Walle zwiedza świat.

Nie zastanawiasz się czasem co jest za rogiem w tej małej uliczce, którą mijasz praktycznie codziennie ale zawsze szkoda ci czasu bo już – za – chwilę – zamykają – lidla? Pobiegnij tam. Biegając zbadasz okoliczne ścieżki i zakamarki własnej dzielnicy. Poznajesz świat. Odkrywasz nowe miejsca. A o ile nie mieszkasz w Bagdadzie lub brazylijskich fawelach – tylko na tym skorzystasz. Czyż nie jest miło w końcu poznać trochę lepiej swoją okolicę, a nie tylko drogę do pracy?

Po szóste: Boli? To super!

Na pewno każdy zna takie sytuacje – rano, biuro, poranna kawa, wszyscy rozmawiają. O chorobach. Tą tak kłuje serce, że cała noc nie mogła spać. Ten ma straszne problemy z plecami – wczoraj się zgiął i już nie mógł wyprostować. Jeszcze kto inny już od dwudziestu minut cierpi na straszny ból głowy i nawet drugi apap jeszcze nie pomógł. W całym tym towarzystwie tylko jedna osoba siedzi z uśmiechem na ustach. Kto? Jak to kto – BIEGACZ! Dlaczego, czy jego nic nie boli? Ależ wręcz przeciwnie.

Rano stopa ciągnęła go tak, że aż musiał ją rozmasować. Jakieś tajemnicze kłucie w kolanie pojawia się i znika już od miesiąca. A jeszcze do wczoraj po schodach musiał schodzić tyłem – taka pamiątka po zeszłotygodniowym maratonie.

Więc czemu się uśmiecha, zamiast po bożemu marudzić jak normalni, porządni ludzie?

Bo dla biegacza taki ból jest jak medal, jak nagroda za jego wysiłek, jak oklaski na mecie i jak urodziny. Nie wierzycie, kręcicie głowami? Jeżeli ból nie wynika z kontuzji, która uniemożliwia treningi to ma on tylko właściwości motywujące – każdy biegacz wam to powie.

Nadal nie wierzycie? Bo nie biegacie!

bieganie_nie_boli

Po siódme: Omnomnmnomnom, kocham jeść!

Lubisz dobrze zjeść? To świetnie, w końcu w życiu trzeba mieć jakieś hobby. Szkoda tylko, że przez tą pasję spodnie, kupione dwa lata temu powoli stają się zbyt ciasne w pasie. A gdyby tak móc oddawać się kulinarnym przyjemnościom (prawie) bezkarnie?

Badania amerykańskich naukowców wykazują, że ludzie, którzy trzy razy w tygodniu poświęcili 30 minut na bieganie zamiast na oglądanie telewizji spalili w cholerę więcej kalorii w porównaniu z tymi, którzy zostali w domu przed telewizorem

(żartuje, nie ma takich badań, sam to wymyśliłem, ale przysięgam, że to prawda!)

Więc przestań robić sobie wyrzuty w związku z tą dokładką obiadu, nie wyjadaj z garnka w tajemnicy przed innymi domownikami. Po prostu idź i to wybiegaj.

Po ósme: biegaj, oszczędzaj, wydawaj.

Oszczędzanie przez bieganie? Śmieszne – powie ktoś, stojący przed półką z butami do biegania. A przecież do butów  trzeba jeszcze dokupić koszulki, spodenki.. lista nie ma końca.

Ale przyjmijmy, że jesteś już po zakupach, nie musiałaś iść po pożyczkę do Providenta czy innego komisu. I biegasz. W poniedziałek wieczorem – biegasz. W czwartkowe popołudnie – biegasz. W niedzielny poranek – też.

A teraz pomyśl, jak do tej pory spędzałaś te chwile? Przypadkiem nie w sklepie na małym szoppingu? No właśnie ;)Poza tym – wiele osób traktuje zakupy jako formę odreagowania sobie trudów dnia czy tygodnia. Bieganie również pozwala doskonale odreagować – z tą różnicą, że jest za darmo. A kiedy już pod koniec miesiąca podliczysz tą kasę, która została na koncie, bo zamiast tracić czas w sklepie wybiegałaś go na osiedlowych chodnikach – wtedy idź i kup sobie coś ładnego. Zasłużyłaś.

Po dziewiąte: Fajnie mieć jakieś hobby.

Po prostu. Bo mieć jakąś pasję to dobra rzecz. Dzięki temu można pogadać czasami o czym innym niż szkole / pracy / dzieciach / polityce / chorobach. To niekoniecznie musi być bieganie. Ale skoro już wymieniłem tyle powodów „za” to chyba ten jeszcze jeden nie zaszkodzi. Poza tym, kiedy wracasz po pracy po weekendzie i wszyscy rozmawiają tylko o tym co ich boli fajnie jest się pochwalić przebiegniętym wczoraj maratonem;) Wiem, że to próżne, ale w końcu i biegaczowi coś się od życia należy.

Po dziesiąte: nie ma po dziesiąte.

Koniec, dziesiątego powodu nie będzie. Jeśli do tej pory nie udało mi się ciebie przekonać – to nie ma co pisać dziesiątego punktu. Po prostu przeczytaj jeszcze raz pozostałe 9 powodów.

* To nie prawda, że odbieram telefony siedząc w toalecie. Nie żebym nie chciał, po prostu nie mam tam zasięgu.

Jacek Sobuś

Jacek Sobuś

bloger biegowy www.jestsmyfajni.pl